Gryficki Klub Rowerowy
Czy wiesz że ?

Jazda rowerem to same korzyści ? Regularne korzystanie z roweru wpływa na poprawę zdrowia i przedłuża oczekiwaną długość życia.

Czytaj więcej

Nasze Osiągnięcia

2006Świnoujście 1 miejsce Marek Zadworny.

2007Łobez Marek Zadworny 1 miejsce.

Czytaj więcej

BBT 2016km

Bałtyk Bieszczady Tour 1008km non stop

Edycja Jubileuszowa 2016km non stop

Świnoujście – Ustrzyki Górne - Świnoujście

Temat mojego uczestnictwa w Ultramaratonie Bałtyk Bieszczady Tour był już wiele razy poruszany , praktycznie od pierwszego ukończenia Maratonu Rowerowego Dookoła Polski 3777km w 18dni w 2010roku ,wtedy też Czarek Dobrochowski zaczął mnie namawiać  na wyjazd do Ustrzyk. W międzyczasie chyba na maratonie w Radkowie jadąc razem z Jurkiem Traczem On też mnie usilnie namawiał na BBT. Moje zdanie było zdecydowane – nie jadę, to nie impreza dla mnie. Jednak kiedy w 2015 roku Czarek zorganizował Ultramaraton Tour De PoMorze 700km non stop, którego nie mogłem odpuścić , a później dowiedziałem się że IX edycja BBT będzie również połączona z jedyną edycją powrotną zdecydowałem się uczestniczyć  w Ultramaratonie BBT Świnoujście – Ustrzyki  Górne – Świnoujście 2016km non stop. Zaczęły się przygotowania- w międzyczasie w planie  przygotowań było uczestnictwo w Ultramaratonie Pierścień Tysiąca Jezior 610km non stop. Był to naprawdę bardzo ciężki maraton i sam Komandor maratonu Robert Janik określił warunki tego maratonu za najgorsze ze wszystkich edycji Pierścienia. Ja pojechałem by sprawdzić jak będzie sprawował się mój organizm w czasie jazdy nocą, której nie lubiłem i nadal nie lubię.  Później już tylko czysto sprawy techniczne. Podstawa rower – i tu muszę podziękować Jankowi Zugajowi który mnie namówił na zakup karbonowego roweru SPECJALIZED. Na początku nie byłem taki bardzo zadowolony – mając dwa rowery i to dobre EMPELLA na którym przejechałem trzy razy dookoła Polski, a więc sprawdzony i nowy złożony CUBE i jeszcze trzeci ? Jednak Jan mnie namówił i to był strzał w dziesiątkę – inna pozycja, bardziej wygodna do długodystansowej jazdy, no i jakość roweru to wszystko stało się dużym udziałem w moim ukończeniu BBT 2016km. Następnym bardzo ważnym elementem  w czasie jazdy to nawigacja. Kupiłem Garmina 810 i z opowieści kolegów wiedziałem że jest on bardzo przydatnym jako nawigacja. Jednak to nie Garmin sprawił że czułem się komfortowo jeśli chodzi o jazdę tam gdzie organizator zalecał i nie błądziłem szukając PK. Była to nawigacja w smartfonie wraz z informacją głosową. Jest to pierwszorzędna rzecz i tylko trzeba mieć przy sobie  odpowiedni powerbank który zabezpieczy ciągłość pracy smartfona. Wiedziałem też że muszę mieć info o noclegach po trasie, więc opracowałem sobie na podstawie km gdzie mogę nocować. Byłem pewien że nocleg- odpoczynek  dla mnie to nie spanie na fotelu czy podłodze- to kąpiel i spanie w ciszy. Reszta to były takie drobiazgi które trzeba było jednak dopiąć na przysłowiowy ostatni guzik.
Powoli, acz nieuchronnie zbliżał się dzień startu. W piątek wyjechałem z domku i w Świnoujściu w hotelu Bryza zameldowałem się jeszcze przed południem. Odebrałem pakiet startowy i wróciłem na prawobrzeże gdzie miałem zarezerwowany nocleg. Po południu wraz z Basią i Romkiem Węglarskim i Marianem Kołodziejskim, którzy byli już na miejscu od czwartku pojechaliśmy na rybkę, gdzie później dojechał Irek z Danielem

 i wszyscy przed 17 zjawiliśmy się na odprawie technicznej, gdzie dla mnie jako nowicjusza na BBT powiedziano bardzo dużo potrzebnych informacji. Później już tylko pakowanie przepaków oraz torby , która jedzie na metę i spanko. Ja startowałem najwcześniej więc pobudkę miałem o 5 rano. Zjadłem śniadanie sprawdziłem stan techniczny rowerku, popatrzyłem jeszcze raz czy wszystko zabrałem i ok.6:30 ubrany już w strój kolarski pojechałem samochodem pod prom Bielik gdzie zawiozłem przepak i torbę. Wróciłem pod hotel gdzie zaparkowałem samochód który oczekiwał na mój powrót i już rowerem pojechałem na miejsce startu. Po zamontowaniu GPS-u o 7:30 wyruszyłem w drogę.

Początek po Świnoujściu delikatny , ale już za miastem zaczęła się jazda. Praktycznie wszyscy jadą na rowerach szosowych na cienkich oponkach, ja jadę na swoim SPECJALIZED, hamulce tarczowe / bardzo przydatne na zjazdach / na oponkach Schwalbe KOJAK 35. Pogoda zapowiadała się w miarę dobrze, małe opady od startu, od Wolina miało już praktycznie nie padać  a wiaterek cały czas w twarz. Nie sprawdziło się – padało drobniutko z przerwami do samych Płot a wiaterek był nie odczuwalny nawet jakby sprzyjający. Jadąc  z moimi kolegami z grupy startowej tempo było coraz szybsze i jak zobaczyłem na wysokości Międzyzdrojów średnią ok.32,9km/h podziękowałem kolegą, życząc powodzenia i już zostałem sam. Za daleka droga przede mną bym tak szybko jechał. Do Płot dojechałem po godz.10, zatrzymałem się przy sklepie gdzie czekał na mnie Piotrek Siupka, któremu dałem niepotrzebną już kurtkę deszczówkę, było już w miarę ciepło więc pościągałem nogawki i rękawki które jednak zostawiłem w swojej torbie pod siodłowej pożegnałem się z Piotrem i pojechałem na 1PK gdzie podpisałem się na liście i dalej w drogę. W połowie drogi między Płotami a Reskiem Piotr Siupka pożegnał mnie robiąc parę fotek

a dalej  dochodzi mnie grupka Krzysia Łańcuckiego i Mariana Kołodziejskiego który wita mnie i zaprasza do jazdy „na kole”. Tempo było oczywiście za duże jak na moje możliwości, ale znając drogę wiedziałem że mogę pojechać z nimi do Reska i tak było- jeszcze w Resku życząc powodzenia grupce pożegnałem się z kolegami. Dalej już jechałem sam i w Drawsku Pom. na pk.2 zjawiłem się o 12:27. Później już najbardziej uwielbiany i znany przeze mnie  odcinek – przejazd przez poligon Drawski. Dalej  Kalisz Pom. Mirosławiec i Wałcz. Zaraz za Wałczem skręcam w prawo na Szydłowo i tu dostaję ostro w kość. Centralnie pod silny wiatr i pod górkę, i tak na tych kilku kilometrach do Szydłowa strasznie się „ujechałem”. Całe szczęście że dalej do Piły było już z wiatrem. W Pile przejechałem PK3 i dopiero na rogatkach wiedziałem że muszę się wrócić. Na pk3 zjawiłem się o 16:36 zjadłem makaron, uzupełniłem picie i tu spotkałem po raz pierwszy Basię Kwaśniewską i Marak Ślotałę

z którymi jak się później okazało bardzo dużą część trasy jechaliśmy razem. W Pile też spotkałem Jurka Tracza który kiedyś na Klasyku Radkowskim bardzo namawiał mnie na uczestnictwo w BBT jednak nieskutecznie. Teraz jednak Jurek podjął decyzję o wspólnej jeździe ze mną i tak ruszyliśmy razem w stronę Bydgoszczy. Po drodze jednak bardzo często zostawałem za Jurkiem – za mocne tępo jak na moje możliwości . Za Wyrzyskiem krzyknąłem do Jurka by jechał sam bo go za bardzo spowalniam i tak dalej zostałem sam i bez towarzystwa dojechałem do pk4 / 20:21 /. Tutaj po zjedzeniu i uzupełnieniu płynów przebieram się , zakładam nogawki i rękawki i razem z Jarkiem Kubiakiem , Basią Kwaśniewską i Markiem Ślotałą jedziemy w dalszą drogę. Od pk5 w Toruniu na którym meldujemy się o północy jedziemy już bez Jarka. Ja zgodnie z planem od Bydgoszczy mam już włączona nawigację na swoim smartfonie i przez przejazd przez Toruń i Włocławek jest bardzo przydatna. O 4 rano zjawiamy się na pk.6 gdzie wita mnie Rebe – uściskaliśmy się serdecznie . Punkt Dąb Polski  obsługuje Ewa i Tomek Gapiński i Janek Doroszkiewicz. Tu widać doświadczenie w szybkiej i sprawnej obsłudze maratończyków – Oni wiedzą co robić by zadowolić wszystkich i by wszystko sprawnie poszło. Ja już wcześniej planowałem krótkie spanie, więc proszę Tomka o pobudkę o 7 rano i idę do wykupionego pokoju, kąpie się i kładę  spać. O dziwo po 2 godzinach sam się budzę wiec szybka toaleta i ku zdziwieniu Tomka że jeszcze miałem spać zjawiam się na punkcie. Tu spotykam kolegą Irka Szymochy Daniela który właśnie rusza ze swoimi dwoma towarzyszami podróży i zabieram się z nimi. Do pk 7 w Gąbinie dojeżdżamy o 8:18 krótki postój, posiłek, podpis na liście i jedziemy dalej. W Żyrardowie na pk8 jesteśmy o 11:35.

Zaczyna się robić bardzo gorąco i częściej zatrzymuje się na uzupełnieniu zimnych napojów. Widać że z chmur które od kilku godzin zalegają na niebie będzie padał deszcz. I tak się dzieje, zaraz za Grójcem słychać burze i w Białobrzegach na pk9 na którym jestem o 15:45 zaczyna padać drobny deszczyk, ale już w Radomiu już konkretnie pada i tak już do końca, do Ustrzyk. Przejazd przez Radom to istny prysznic. Zmoczony całkowicie dojeżdżam o 19:15 do pk10 który mieścił się w Iłży – praktycznie ok. 6km za Iłżą. Tam była taka możliwość skorzystać z przepaku i noclegu .Pokoju  żadnego nie było tylko oferta spania w namiotach  / co w taką pogodę mi nie odpowiadało/  Po wykonaniu telefonu znalazłem nocleg ok.10km za pk więc z przepaku wziąłem suche spodenki i koszulkę, i to co mogłem zmienić, zapakowałem jakoś do mojej torebki podsiodłowej i jazda na nocleg. Tam zjadłem jeszcze kluseczki śląskie z karkówką , wypiłem „piankę” i lulu. Obudziłem się po dwóch godzinach, założyłem suche rzeczy oprócz butów które były całkowicie mokre i w drogę. Gdzieś po trasie na CPN spotykam Beatkę Tulimowską która zrezygnowała z dalszej jazdy i jedzie samochodem. Pytam czy nie zabierze ode mnie tych mokrych ciuchów będzie mi po prostu lżej. Nie było problemu , to co dałem to zabrała- dzięki Beata. Chyba zaraz za Ostrowcem Świętokrzyskim słyszę za sobą znajome głosy – chyba jesteśmy dla siebie przeznaczeni – to Basia z Markiem dojechali do mnie i już do mety jedziemy razem. Często jednak odjeżdżaliśmy od siebie – pod górki ja zostawałem, natomiast z górki a to ich doganiałem , a to jechałem z przodu, później pod górkę oni mnie doganiali i tak przez te prawie 250km. W Majdanie Królewskim na pk11 jesteśmy o 05:38, a w pk 12 zaraz za Rzeszowem o 8:42. Później już tylko pk13 w Brzozowie na którym jestem o 11:17 i tu zaczynają się już konkretne podjazdy Sanok, Lesko –  było co robić. Na ostatnim pk14 w Ustrzykach Dolnych jesteśmy o 14:45 po zjedzeniu pysznej zupki zbieramy się do ostatnich 50km ale tych najtrudniejszych. Na metę w Ustrzykach Górnych szczęśliwi wjeżdżamy o 17:47. W planach miałem dotarcie do mety jak najwcześniej by mieć jak najwięcej czasu na odpoczynek przed powrotem. Godzina 18 to nie była rewelacja ale nie było źle. Szybko załatwiłem sprawy GPS-u i na pytanie czy jadę dokończyć edycję 2016 a więc powrót rowerem do Świnoujścia odpowiedziałem twierdząco. Pobrałem przepak i moją torbę i z pomocą Basi Kwaśnieskiej córki i Jej męża stawiłem się z rowerem w hotelu Górskim gdzie miałem zarezerwowany pokój. Po załatwieniu formalności i po kąpieli poszedłem do restauracji uzupełnić niedobór zarówno jedzonka jak i płynów. Później bardzo szybko też zasnąłem.
We wtorek obudziłem się o 6:30 w miarę wypoczęty i zacząłem pakować się do powrotu. Pogodę zapowiadali bez deszczu, więc wszelkie rzeczy do jazdy i do przepaku szykowałem pod kątem dobrej pogody. O 8 w hotelu serwowali śniadanie i to było to na co czekałem – super wybór, szwedzki stół, człowiek mógł się najeść do woli a to było potrzebne. Na 9 zaplanowano odprawę techniczną dla tych co wracają rowerkami. Jeszcze przed odprawą zaniosłem torbę i przepak na miejsce startu,

a po odprawie wróciłem do hotelu i zaczęło się pakowanie tego co zostało i ubieranie się. Startuje o 11:45 i jak to z górki – idzie mi dobrze. Do Ustrzyk Dolnych dojeżdżam o 13:47 i jem zupkę która mi tak smakowała dzień wcześniej i jadę dalej. Robi się coraz fajniej, ciepło a więc całkiem coś innego niż jazda do Ustrzyk Górnych. W Brzozowie jestem o 17:05, jem , uzupełniam płyny i jadę dalej. Kieruje się na sugerowaną przez Roberta Janika trasę omijającą Rzeszów. Nie było tak słodko, jazda pod wiatr i jazda w samotności , ale cóż trzeba się przyzwyczaić. Do Komorowa gdzie miałem zarezerwowany pokój docieram jeszcze za widoku, jem super obiad, biorę prysznic i kładę się spać. Po ok.2 godzinach budzę się i decyduje się na jazdę i to był największy błąd. Powinienem odpocząć dłużej minimum 5 godzin. Po kilkunastu km czuje się fatalnie, zmęczony, brak „paliwa”, zatrzymuje się na stacji żeby coś zjeść, ale i po postoju nie ma wyraźnej poprawy. Jak to mówił mój kolega „rzeźbię” strasznie aż do samej Iłży. Już chodziły mi myśli o zakończeniu tej wyprawy bo przecież to jeszcze 700km a ja jestem wyjechany straszliwie. Na pk w Iłży jestem o  8:40 jest  spokój i  możliwość skorzystania z pokoju więc idę pod prysznic i kładę się spać. Budzę się po ok.2 godzinach ubieram się i schodzę do baru gdzie dostaje pyszną zupkę i drugie danie mielone ziemniaki i buraczki. To mi ratuje „tyłek”, wyjeżdżam ok.11:30 i jest dobrze. Wiem już że będę dalej kontynuował jazdę z dwoma noclegami. Często się zatrzymuję a to na jedzenie a to na uzupełnienie płynów i za każdym razem czując że moje cztery litery nie są w dobrym stanie smaruje się sudokremem. Jak to dobrze że wziąłem tego specyfiku dosyć dużo – bardzo pomaga. Jeszcze przed Grójcem zatrzymuje się przy sklepie i kupuje standardowy posiłek z moich przejazdów dookoła Polski – bułki i śmietana. Do samego Grójca miałem całkowicie niesprzyjający wiatr a później po obraniu kierunku na Sochaczew wiaterek był lekko sprzyjający, ale za to trafiłem na szczyt tirów. Nocleg zaplanowałem  za Mszczonowem gdzie dojeżdżam ok.20. Szybki posiłek prysznic i spanko. Sprawdzałem jeszcze pogodę na czwartek i piątek i okazało się że chociaż te dwa dni będę miał pogodę czysto rowerową słońce, ciepło i sprzyjający wiatr. Śpię dobre 7 godzin i po porannym posiłku o świcie ruszam w drogę. Jest zimno termometr wskazuje miejscami 7stopni , ubrałem się w miarę ciepło na tyle na ile pozwalały mi rzeczy które miałem ze sobą. Im bardziej słoneczko na bezchmurnym niebie przesuwało się ku górze, tym bardziej dogrzewało i było cieplej. Najgorzej było na zalesionych terenach , ale na szczęście tych na trasie Sochaczew, Gąbin, Łąck nie było praktycznie wcale. Dopiero za Łąckiem gdzie się zatrzymałem i zjadłem parę pączków  było troszkę lasu ale była to już godzina po 9 więc już było troszkę cieplej. Do pk Dąb Polski zajeżdżam o 10:17 , wita mnie Ewa i Tomek Gapiński który od razu prosi o mój GPS by zrobić z nim porządek. Okazuje się że od startu w Ustrzykach nie widać mojego śladu. Wcześniej Ula mi też o tym mówiła i dlatego jechałem na Endomondo on line, wtedy żona widziała gdzie jestem. Ewa proponuje jedzonko na które zgadzam się , gorąca zupka i makaron z sosem pyszne jedzonko. Zamieniłem jeszcze parę słów z Robertem Janikiem, wiem też że był na punkcie Janek Doroszkiewicz ale tak jak by go nie było.   Przebieram się, to znaczy ściągam nogawki i rękawki i już na krótko jadę dalej. Trasa do Torunia przez Włocławek minęła dosyć fajnie, ciepło i z wiaterkiem. Na pk w Toruniu zjawiam się przed 15 , jem ciepły posiłek uzupełniam płyny  i jadę drogą sugerowaną przez Roberta na Fordon gdzie czeka mnie niespodzianka. Z daleka widzę rowerzystę który pomyka w moją stronę – to Leszek Marchel który obserwował moją jazdę i widział że jadę tą sugerowaną trasą. Przywitaliśmy się i w czasie jazdy pogadaliśmy do kiedy droga nam pozwalała, bo później już od Fordonu nie było jak, ruch był duży i trzeba było bardzo uważać. Do pk Bydgoszcz w Chacie Skrzata dojeżdżamy o 17:40, Leszek po chwili wraca a ja wiem że będę tu nocował, dostaje pokój, kupuje piwo i jem przygotowany przez punkt posiłek. Chwilkę też rozmawiamy z Robertem który akurat był na punkcie biorę prysznic i idę spać. Ostatni etap powrotu rozpoczynam ok.4 rano. Ruszam trasą przez Piłę, Wałcz, Kalisz Pomorski i dalej moją ulubioną drogą przez poligon Drawski. W domu Adama Litarowicza , gdzie był ostatni punkt kontrolny zjawiam się o 11:50. Przez żonę Adama zostaje poczęstowany pyszną zupką pomidorową z makaronem i arbuzem. Jest gorącą więc na resztę oferowanego posiłku / naleśniki, ciasto /  nie mam chęci. Żegnam się dziękując za miłą obsługę i w drogę bardzo dobrze znajoma trasą. Po drodze przed Reskiem zatrzymuje się przy sklepie uzupełniając płyny. Tutaj dzwoni do mnie Muszka i Stanley że chcą wyjechać mi naprzeciw. Umawiamy się na drodze z Płot do Golczewa. Jeszcze w  Płotach zatrzymuje się przy znajomym sklepie gdzie wiem że będą zimne napoje, nawadniam się ale i nabrałem chęci na parówki, a kupując zauważyłem duże opakowanie paprykarzu szczecińskiego i po spałaszowaniu takiego podwójnego dania ruszam w drogę. W międzyczasie dzwonił do mnie Robert i mówi mi bym nie siedział tak długo przy cukierni tylko jechał do Świnoujścia bo na mnie czekają. Widział na śladzie GPS gdzie się zatrzymałem. Zaraz za Płotami nagle ktoś podjeżdża do mnie na rowerze , to kolega z Płot Sławek Siełacz który wybrał się na trening i myślał że ja właśnie jestem na treningu. Po krótkiej rozmowie wyjaśniłem że kończę BBT 2016 i dalej już jadę w towarzystwie Sławka. Przy Truskolesie spotykam Muszkę i Stanleya

i już we czworo jedziemy w kierunku na Wolin. Czas szybko mija na rozmowach , ale też trzeba było się zatrzymać za Golczewem w celu nawodnienia , dalej spotykamy Mariusza Kucharskiego a w Wolinie  Sławek wraca do domu my nawadniamy się

i jedziemy dalej. Zaraz za Międzyzdrojami spotykamy komitet powitalny – Ula, Ania Kucharska i Wiatrówka

a chwilkę potem  witają mnie Piotr i Leszek Siupka którzy wracają samochodem z cotygodniowej trasy. Chwilka rozmowy zdjęcia

  i jedziemy na metę na której zjawiam się o 18:15. Tam przemiła atmosfera, są wszyscy z klubu – Moja żona Ula, Ania Kucharska, Żaneta Waga, Piotr Mucha, Darek Stalewski , Mariusz Kucharski Piotrek i Leszek Siupka,

i chociaż przyjechałem ostatni witają mnie jak pierwszego. Były i fajerwerki

i „pianka”.

Później spakowaliśmy rowerki i do domku. A w domku czekała na mnie niespodzianka moje ulubione pierogi z borówkami zrobione przez Ulę – przepyszne. Po kąpieli idę od razu spać bo na drugi dzień jadę na zakończenie BBT 2016 do Świnoujścia.

Podsumowanie
Cel jaki sobie  założyłem w 2016 roku został zrealizowany. W planach chciałem przejechać 1008km w jak najszybszym czasie , myślałem o mecie w poniedziałkowe południe by mieć jak najwięcej czasu na regenerację. Pomyliłem się o ok. 6 godzin ale warunki nie były takie o jakich myślałem, nawet w tych pesymistycznych myślach. Ci którzy jeżdżą na BBT mówili że warunki były wręcz ekstremalne, fakt że nie dość że do Bydgoszczy było pod wiaterek to ostatnie 400km cały czas w deszczu. Dobrze że nie skusiłem się na jazdę bez snu bo mogło by być gorzej. Jednak całą drogę jechałem z myślą że będę wracał i nie mogłem jechać na całego. Powrót z założenia miał być z trzema przystankami na sen i tak było tylko błąd popełniłem przy pierwszym postoju że nie spałem dłużej a później strasznie „rzeźbiłem” by dojechać do Iłży. Tam krótki sen i pyszne jedzonko postawiło mnie na nogi.
Krótko – Bałtyk Bieszczady Tour 2016km to już historia. Byłem – Przejechałem-Ukończyłem.
Dziękuje bardzo wszystkim z K.R.Gryfland za powitanie – było super. Dziękuje Basi Kwaśniewskiej i Markowi Ślotale za wspólną jazdę . Basiu mówiłem że jazda za Tobą to czysta przyjemność. Dziękuje Beacie Tulimowskiej za zabranie mokrych ciuchów. Dziękuje Leszkowi Marchelowi za wspólną jazdę i pilotowanie mnie przez Bydgoszcz.   Dziękuje Mojej Żonie Uli za wsparcie duchowe i bycie ze mną przez całą drogę.

Udostępnij na: