Gryficki Klub Rowerowy
Czy wiesz że ?

Jazda rowerem to same korzyści ? Regularne korzystanie z roweru wpływa na poprawę zdrowia i przedłuża oczekiwaną długość życia.

Czytaj więcej

Nasze Osiągnięcia

2006Świnoujście 1 miejsce Marek Zadworny.

2007Łobez Marek Zadworny 1 miejsce.

Czytaj więcej

Piękny Wschód 2018

Już w 2015 roku myślałem o tym by zaliczyć ultra maraton Piękny Wschód ale zawsze a to brakowało mi motywacji albo po prostu bałem się pogody i reakcji mojego organizmu na trud takiego dystansu na początku sezonu rowerowego. W tym roku postanowiłem sobie że spróbuje swoich sił właśnie na długich dystansach, w Cyklu Pucharu Polski w Ultramaratonach Kolarskich Non Stop http://ultracycling.pl/ gdzie do ukończenia są cztery długie dystanse. Dobrze że właśnie Piękny Wschód jako pierwszy z nich pod koniec kwietnia liczył najmniej kaemów. Później już ponadmiesięczny odpoczynek i w Świebodzinie Piękny Zachód, następnie znowu ok. miesiąc czasu odpoczynku i Pierścień Tysiąca Jezior i na koniec po ponad półtoramiesięcznej przerwie BBT 1008km. Jest troszkę roboty ale taki mam cel w tym roku. Oprócz tych imprez w międzyczasie są również i inne maratony – w Stargardzie, Nowogardzie, Świdwinie, Gryficach , Rewalu czy w Choszcznie na których będę jako uczestnik albo organizator.
No ale teraz opiszę mój wyjazd na Wschód do Parczewa.
Od dłuższego czasu szykowałem rower do takiej dłuższej jazdy , a że nie lubię za bardzo jeździć po nocy , bo uważam że noc jest od spania i odpoczynku a do jazdy na rowerze powinno się wykorzystywać dzień, to największy nacisk położyłem na oświetlenie , a więc i dobra lampka i odpowiednie baterie. Następnie przygotowania ubioru do różnych anomalii pogodowych o których tyle słyszałem od kolegów którzy już brali udział w maratonie na wschodzie. Później już pakowanie i wyjazd. Plan był taki że we czwartek z samego rana ruszyłem do Puław gdzie rodzinka mi zaproponowała przystanek w drodze do Parczewa. Nie ukrywam że bardzo mi to odpowiadało a że rodzinka ugościła mnie superancko / zresztą jak zawsze /  byłem bardzo zadowolony. Rano w piątek po rowerowym pysznym obiadku ok. 12 ruszyłem dalej na wschód. Nocleg miałem zarezerwowani w GH Hotel  i na początku miałem być sam w pokoju ale później zdecydował się na nocleg ze mną kolega z klubu Irek Szymocha znany w Polsce jako ACHOM , a na integracyjnej kolacji ja Kaziu Piechówka i Daniel Kołecki ochrzciliśmy Irka na WÓJTA / zbieracz gmin /
Po rozpakowaniu czekałem właśnie na Irka który miał dojechać ok.16. W drodze do biura zawodów zaszliśmy z Irkiem do Galerii Smaków gdzie spiliśmy piankę a ja dodatkowo zjadłem polecany przez barmana  makaron z pysznym sosem. Doszliśmy do biura gdzie odebraliśmy pakiety startowe, spotkaliśmy sporo znajomych a jeden / wie kto / nawet chciał klękać przede mną hahaha. Przywitałem się też z moją towarzyszką z z grupy startowej Izą Włosek którą podziwiam za wytrwałość – jest bardzo dobrą Rowerzystką – Maratończykiem, i jeszcze teraz się tak „wycieniowała” oj chyba ten rok  będzie Izy czego jej życzę. Jeszcze wspomnę o spotkaniu z Szymonem Koziatkiem któremu złożyłem gratulacje od siebie jak i od Uli a wszyscy co Go znają wiedzą za co. No i oczywiście spotkania z „ziomkami„ z Dzikiego Zachodu – Maria i Witek Buczyńscy,  Ewa i Tomek Gapińscy, Małgosia i Edek  Nowakowie, Paweł Brodziński i oczywiście ikona Ultramaratonów Zdzichu Kalinowski. Nie sposób nie wspomnieć udziału w maratonie takich rowerowych maratończyków jak Paweł Sojecki, Jurek Pikuła, Zbyszek Kreft,  Arek Robak, Jarek Kędziorek czy Marian Kołodziejski. Spotkałem również dawno nie widzianej na rowerowych zawodach Izę Tamiłowską. Po krótkiej odprawie technicznej zostaliśmy zaproszeni na kolację integracyjną na której były kolarskie smakołyki i oczywiście lokalny izotonik. Dosyć wcześnie poszliśmy z Irkiem palulu.
SOBOTA
Obudziłem się w granicach godziny 5 bo przecież nie mogło obyć się bez kawy której zapomniałem z domu a poratował mnie Irek. Na 6: 15 mieliśmy śniadanie w hotelu – jajecznica świeży chlebek, dżem. Ok.06:45 wyjeżdżam z hotelu na miejsce startu i po odebraniu urządzenia GPS staje obok Izy Włosek i jeszcze czterech kolegów na starcie. Ruszamy o 07:15.Początek spokojny – do 7 km trzeba się rozjechać – startujemy solo więc musimy zachować odpowiednie odległości od siebie. Już na starcie wiedziałem że będzie nam dokuczał wiaterek w twarz ale pozostałe warunki pogodowe miały być wręcz idealne – bez opadów i ciepło ale nie za gorąco. Na pierwszym punkcie kontrolnym w Krasnymstawie na 108km  zjawiam się o 11:22 – od razu zgłaszam zmianę na OPEN, obracam numer startowy na sakwie, zjadam gorącą zupkę i ruszam w drogę. Po chwili szybko wyprzedza mnie rowerzysta którego od razu poznaje – Darek Bulanda, doganiam go i jedziemy razem. Tempo dosyć fajne, z Darkiem jedzie się super, nie zrywa nie szarpie tylko równiutko jakby włączył tempomat. Przed Hrubieszowem zatrzymujemy się na stacji paliw ja na małą piankę / bezalkoholową / Darek na colę. Tu już poznaje tereny z moich przejazdów dookoła Polski. Wiedziałem że za Hrubieszowem właśnie przez Tyszowce będzie troszkę takich podjazdów że na pewno nie dam rady jechać z takim zawodnikiem jak Darek. Na P.K. w Hrubieszowie na 170km zjawiamy się o 13:52. Jemy gorąca zupę biorę dodatkową butelkę wody i jedziemy dalej. Za Tyszowcami dziękuje Darkowi za towarzystwo i swoim spokojnym tempem pokonuje pamiętne podjazdy aż do tego ostatniego przed Tomaszowem Lubelskim. Wiedziałem że na końcu podjazdu jest bar ale nie wiedziałem że będzie nieczynny. Na podjeździe minął mnie Jarek Kurier i później mi opowiadał jak na końcu podjazdu stał facet i namawiał go na uzupełnienie płynów  pokazując butelkę piwa , i tak sobie pomyślał- mnie nie namówi ale Marka na pewno – i miał rację. Zatrzymałem się i na stacji paliw zadbałem bym się nie odwodnił. Jak już odjeżdżałem podjechało dwóch kolegów, również po izotoniki i tak sobie pomyślałem że z nimi byłoby mi po drodze. I  tak się stało – tak poznałem Mirka Czaplińskiego z którym już jechałem do samej mety nie raz zatrzymując się za paliwem, a muszę przyznać że jeździliśmy na tym samym wysokooktanowym. Do następnego P.K. na 256km w Józefowie dojechaliśmy przed 18. Tu po zjedzeniu pysznej bułki z szynką troszeczkę się ubraliśmy bo juz do następnego punktu w Janowie Lubelskim na 334km dojedziemy już po zmroku. I tak też się dzieje – w Janowie jesteśmy o 21:28. Tu czeka nas dobre kolarskie jedzenie – kasza z pysznym sosem i pierś z kurczaka . Po krótkiej przerwie ruszamy dalej. Żółkiewka na 402km to przedostatni punkt kontrolny gdzie dojeżdżam na 5 minut przed pierwszą  w nocy. Standardowo podbicie książeczki i podpisanie listy, ciepła kawa i herbata , kanapka i w drogę. Przed Łęczną łapie mnie chwilowy kryzys i zostaje sam i tak o 3:55  dojeżdżam do ostatniego PK. Na stacji Orlen w Dąbrowie gdzie zdążyłem na odpoczywającą moją grupkę  i stąd już ruszamy razem i tak na metę w Parczewiu dojeżdżamy przed 6 rano. Mój czas to 22:27:59
Analizując nie jest źle ale mogło być lepiej. Dosyć sporo zmarudziłem na przystankach / prawie 2 godziny/ co nie jest wykładnią do porównania wyniku bo przecież każdy musiał się zatrzymywać.
Zaraz po maratonie wsiadłem w samochód i jazda do Puław do rodzinki na regeneracje. Jednak po przejechaniu kilkunastu km zaczęło mnie „mulić” i myślałem że obmycie wodą mnie orzeźwi , ale to tylko chwilowe odprężenie więc gdzieś na parkingu krótki postój i dosłownie 10 minut poćwiczyłem oko i już było ok. W Puławach po wzięciu prysznicu od razu poszedłem spać i myślałem że pośpię parę godzin ale gdzież tam – zmęczenie daje swoje przez cały dzień spałem na trzy tury po ok. godzinie. Jednak wieczorkiem już o 20 spałem jak niemowlak do 3 rano. Kawka i powrót do Gryfic. ¼ planu wykonana. Teraz już jazda z Arturem Piedo na Piękny Zachód .
MAREK Z.

Udostępnij na: